Dieta kapuściana

Noworocznych postanowień czas! Która z Was obiecała sobie, że schudnie w tym roku? Zastanawiałyście się nad jakąś dietą?

Jeżeli tak, to koniecznie przeczytajcie mój mini dziennik z wprowadzenia w życie bardzo popularnej diety kapuścianej.
Po długich namowach męża postanowiliśmy oboje spróbować diety kapuścianej. Musicie wiedzieć, że to ja jestem raczej racjonalniejszą osobą w naszym związku. Odwodziłam go od stosowania tabletek, czy właśnie "cudownych diet". Zdecydowałam się jednak przejść z nim na tę katorgę, żeby łatwiej było mu ją ukończyć. Ciężej jest kontynuować tak monotonny jadłospis, gdy widzisz małżonka zajadającego się pysznym "normalnym" jedzeniem.
Pierwszym krokiem był reserch w sieci, gdzie znalazłam przykładowy jadłospis oraz przepis na zupę, którą mamy jeść przez tydzień. Niestety po przekopaniu kilku forów nie udało mi się znaleźć osób, które z sukcesem ukończyły dietę oraz rzetelnego opisu tego jak się czuły i czy rzeczywiście schudły.
Oczywiście od razu mówię, że godzę się możliwością skończenia tej diety, gdy będzie ona wpływać na moje życie negatywnie (ospałość, brak energii, bóle głowy itp.)



DZIEŃ 1

22 lipca 2013


Na śniadanie podajemy zupę kapuścianą. Po zjedzeniu możemy pozwolić sobie na filiżankę czarnej kawy. Drugie śniadanie powinno składać się samych warzyw, możemy zatem przekąsić marchewkę lub surowego ogórka, albo zrobić lekką warzywną sałatkę. Na obiad podajemy zupę kapuścianą. Po posiłku możemy napić się gorzkiej herbaty. Podczas podwieczorku powinniśmy zjeść lekki owoc, byle nie był nim banan. Zamiast kolacji najlepiej wypić duże ilości wody mineralnej lub soku owocowego.



Zupa niestety nie wyszła rewelacyjnie. Zapach odstręcza i brakuje mi kawałka jakiegoś mięska, aby nadać jej znośny aromat. Przygotowałam ją dzień wcześniej, specjalnie dla mojego męża, aby miał co zjeść pierwszego dnia rano.
O ile pierwszy - śniadaniowy, talerz wszedł bardzo wolno, o tyle drugi - obiadowy wzbudzał odruch wymiotny. Cały dzień zapycham się owocami (jabłka, nektarynki i arbuz), warzywami (marchew) i piję dużo wody. Rano wypiłam czarną kawę rozpuszczalną. Pomimo tego jestem głodna, a myśl o zjedzeniu kolejnego talerza zupy napawa mnie obrzydzeniem.
Wieczorem zjadłam spory kawałek arbuza, kilka marchewek i wypiłam ciepłą owocową herbatę bez cukru.

Mój mąż po przyjściu z pracy wyznał mi, że o mało nie zwymiotował jedząc ją rano, a w pracy nie mógł jej tknąć. Zjadł tylko owoce. Oczywiście skutkowało to zawrotami głowy i definitywnym porzuceniem diety oraz przyrzeczeniem zwiększania dawki aktywności ruchowej... Gdy piszę te słowa on od 30 minut biega na zewnątrz.
To by było na tyle jeżeli mówimy o wsparciu w głupich pomysłach ze strony mężczyzn...
Plusem jest to, że przyznał mi rację i obiecał nową parę cudownych butów, w ramach zadośćuczynienia ;D

WAGA: 65,9 kg



DZIEŃ 2 

23 lipca 2013

Na śniadanie przygotowujemy warzywa w postaci świeżej lub gotowanej. Najlepsze będą warzywa zielone i liściaste (tego dnia nie można spożywać takich jarzyn, jak: fasola, groch lub kukurydza. Należy również zrezygnować z wszelakich owoców). Na obiad przygotowujemy porcję zupy kapuścianej. Na kolację tego dnia możemy przyrządzić 2 pieczone ziemniaki w mundurkach, które przed podaniem warto posmarować masłem. Pamiętajmy jednak o tym, by nie używać do tego soli.

Rano na śniadanie zjadłam talerz zupy i popiłam to czarną kawą. Wbrew moim oczekiwaniom, mam dużo energii, a zaplanowane na dzisiaj sprzątanie naszego olbrzymiego mieszkania wykonałam na 150%.

Na obiad przygotowywałam makaron ze szpinakiem dla mojego męża, a jego zmodyfikowaną wersję (zamiast makaronu papryka, sałata i ogórek) zjadłam również i ja :)
Jako, że dzisiaj dozwolone jest masło, zastąpiłam go zdrowszym odpowiednikiem - oliwą z oliwek
Zamrożony szpinak rozmroziłam na kilku kroplach oliwy z oliwek, poddusiłam, dodałam sprasowany czosnek. Następnie wbiłam jajko, które rozmieszałam widelcem w sosie i tym polałam sałatkę.
Mężowi dodałam jeszcze ser i makaron:)


Dziwne, ale mam wrażenie, że zupa "pęcznieje" w moim żołądku wraz z nadejściem wieczora. Mam, co prawda, zachcianki (frytki, albo bułeczka z jajkiem i z majonezem), ale myśl o owocach, warzywach i zupie napawa mnie obrzydzeniem. Ale tylko wieczorem. W ciągu dnia mam normalny apetyt i z chęcią pałaszuję zdrowe jedzenie.

WAGA: 64,9 kg


DZIEŃ 3

24 lipca 2013

Na śniadanie podajemy porcję zupy kapuścianej. Na drugie śniadanie, podobnie jak pierwszego dnia, możemy sięgnąć po owoce, jednak z wyjątkiem bananów. Po śniadaniu przygotujmy sobie szklankę aromatycznej lecz gorzkiej herbaty. Na obiad podajemy warzywa. Tego dnia nie wolno nam jednak spożywać ziemniaków. Podwieczorek powinien się składać z lekkostrawnych i niskokalorycznych owoców. Kolację możemy sobie odpuścić, jeśli jednak poczujemy wzmożony głód, sięgnijmy po małą porcję zupy kapuścianej. Nie możemy również zapomnieć o dużych ilościach płynów.

Na śniadanie znowu zupa kapuściana i czarna kawa. Myślę, że nie byłabym w stanie przełknąć później tej kapusty. Dlatego robię to rano, pełna motywacji po porannym ważeniu.
Dzisiaj znów mogę jeść owoce. Chwała Panu! Jest to moja jedyna przyjemność podczas tej diety.
Zauważyłam, że po trzy dniowym staniu na blacie na zupie pojawił się jakiś biały nalot. Odlałam pięć chochelek do mniejszego garnka i schowałam do naszej zapchanej lodówki. Reszta wylądowała w toalecie :)

Właściwie na tym dniu dietę mogłabym zakończyć, ale chcę dobrnąć do 7 dnia, żeby móc ją obalić. Pomimo mojej wytrwałości sceptycznie podchodzę do tego eksperymentu. Teoretycznie straciłam te ostatnie dwa kilogramy, które przybrałam po przyjeździe do Szwecji i powinnam wyglądać jak dawniej. Ale brzuch mi wisi, nie jest płaski, jak kilka miesięcy temu przy tej wadze. Mięśnie chyba są rzeczywiście cięższe od tłuszczu.
Mogłabym powiedzieć, że to woda...
Ale teraz podczas diety wypijam 4 litry wody. Niby pisze, że dwa, ale postanowiłam zwiększyć tę dawkę, bo dwa wypijam na co dzień. Ciekawe... Szkoda, że nie znam jakiegoś lekarza, który mógłby mnie codziennie badać i pokazać jakiś medyczny punkt widzenia.

WAGA: 63,5 kg


DZIEŃ 4

25 lipca 2013

Od tego dnia pojawiają się pewne urozmaicenia w jadłospisie. Na śniadanie przygotowujemy zupę kapuścianą. Na drugie śniadanie i obiad powinniśmy zjeść kilka bananów, których spożywanie do tej pory było zabronione. Wolno nam zjeść tego dnia nawet 4 sztuki tego owocu. Na kolację serwujemy sobie 2 litry odtłuszczonego mleka, a po posiłku powinniśmy wypić duże ilości wody mineralnej niegazowanej.

Dzisiaj było na prawdę ciężko. Mąż kupił moje ulubione bułeczki, które bardzo smakują mi z jajkiem i szyneczką. Wstałam kompletnie bez energii, cały dzień przewłóczyłam się po domu robiąc wielkie NIC. Nawet wyszywać mi się nie chciało,a o jakimkolwiek umysłowym wysiłku można zapomnieć. Ugotowałam tylko obiad dla męża i tyle.


WAGA: 62,7 kg


DZIEŃ 5

26 lipca 2013

Na śniadanie zjadamy porcję zupy kapuścianej. Podczas obiadu możemy sobie pozwolić na ok. 200 gramów mięsa. Może to być pierś z kurczaka lub wołowina. Na kolację przygotujmy 6 sztuk pomidorów. Po ostatnim posiłku należy uzupełnić płyny i wypić przynajmniej 7-8 szklanek wody mineralnej niegazowanej.

Rano kompletnie nie mogłam wstać z łóżka, w głowie mi się kręciło i leżałam prawie do dwunastej, czekając na motywację, żeby się w końcu podnieść. Jak tylko zjadłam zupę od razu chciała wrócić do talerza.

I na tym dniu kończę swoją dietę.

WAGA: 62,1 kg


WNIOSKI:

Monotonna dieta nie jest dla mnie. O ile na początku podchodziłam do tego z niejakim zaciekawieniem i z ochotą, o tyle później nie mogłam przełknąć zupy. Uważam, że dieta nie powinna wpływać negatywnie na moje życie, czy samopoczucie. Zaniedbywanie moich obowiązków przyniosło tylko zaległości i poczucie winy. A wymiotowanie po jedzeniu kojarzy mi się z bulimią, a nie ze "zdrowym" odżywianiem. Wolę, chyba racjonalniejsze metody chudnięcia.
Prawda. Waga leci w dół, ale traci się chyba samą wodę, bo gdy tylko wróciłam do mojego normalnego trybu odżywiania powitał mnie cudowny efekt jojo. I zamiast zatrzymać się na  początkowych 66 kg, ukończyłam dietę z 67 kg. Metabolizm zwolnił, zatem ponownie musiałam wprawić go w ruch, co trochę trwało.
Pomimo utraty kilku kilogramów, ubrania nie zrobiły się cudownie luźnijesze. Dalej nie mogłam się dopiąć w swoich przyciasnych spodniach. Jedynym dodatkiem były bóle głowy i żołądka.

Czy było warto? Absolutnie nie!

Follow on Bloglovin


Planujecie jakąś noworoczną dietę?

14 komentarzy:

  1. Moja mama także próbowała tej diety, ale szybko się zniechęciła, ja chyba tym bardziej bym nie dała rady :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze Asiu, że rzuciłas ta dietę. Wg mnie każda monodieta to jakieś sztuczne zjawisko dla organizmu! Wierzą za to w mądre i racjonalne odzywianie, choć uboższe kalorycznie i ruch.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brr nawet to czytając już mam obrzydzenie do tej diety. Ja nie zapomnę mojej koszmarnej diety w drugiej ciąży. Miałam cukrzycę ciążową i skaczący cukier ,chodziłam ciągle głodna. Najgorsze były ubiegłe święta gdzie nie mogłam praktycznie nic skosztować. Z utęsknieniem czekałam na termin porodu. Jedyny plus to tydzień po porodzie miałam niższą wagę niż przed ciążą. Ale potem nadrobiłam objadając się zakazaną czekoladą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo pamiętam dietę ciążowo-cukrzycową mojej przyjaciółki i jestem w stanie sobie wyobrazić co przechodziłaś :)

      Usuń
  4. Kapusta... fuj- czy zupa smakowała jak popularny kapusniak?

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie warto, nie warto rzeczywiście. Natomiast nawiązując do słów Małgorzaty- ja cukrzycy ciążowej nie miałam, ale dieta podczas karmienia- nie jedzenie smażonego i słodyczy w wielkich ilościach) spowodowały, że obecnie ważę 8 kg mniej zanim zaszłam w ciążę :) Polecam zatem taką dietę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ograniczając tylko same słodycze (sporadycznie jakieś ciasto, czy batonik z reguły przed okresem) i nie smarując chleba masłem schudłam 11 kg. A tak to jadłam wszystko normalnie. Zwyczajne obiady, żadne tam dietetyczne posiłki, czasami jakiś fast-food...

      Usuń
    2. No właśnie...więc te słodycze...ale co my bez nich ? :) Milka tak kusi z nadzieniem..malinowym.... Jeju ależ temat! Ja dalej czekolady przez karmienie nie jem, więc teraz Asia da dyskusja spowodowała u mnie ślinotok.. :/ :)

      Usuń
    3. ja to byłam narkotycznie wrecz uzależniona od czekolady, pozaostaje w za mian silna wola :) Możesz na przykład sobie kupic za każym razem kwiatka, jak sobie odmówisz batonika :) Cena ta sama :)

      Usuń
  6. Oj masz rację Asiu taka dieta to nic przyjemnego...ja też mam zamiar ciut schudnąć ale nie takimi drastycznymi metodami hihi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Asiu, z ogromną ciekawością przeczytałam Twój dziennik. Świetnie opisałaś nastrój, towarzyszący takiej diecie. Ja byłam na niej dawno temu, gdy byłam studentką. Czułam się dokładnie tak samo, miałam obrzydzenie do tej zupy. Waga leciała, ale chyba tylko dzięki utracie wody... Nastrój miałam okropny... O tym się nie pisze, podając dietę - jak się psychicznie czuje człowiek, który je coś niesmacznego. A powinno się o tym mówić. Teraz jestem na diecie ze względu na alergię - nie jem chleba, bo po prostu nie mogę - jestem uczulona na mąkę i po jej zjedzeniu mam wysypkę i obrzęki twarzy. Tak samo mam po słodyczach. Jem smaczne rzeczy, ale długo to trwało, zanim nauczyłam się gotować dla siebie :)
    Trzymam kciuki za Ciebie, chociaż uważam, że jesteś tak śliczną dziewczyną, że dieta w ogóle nie jest Ci potrzebna :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sport to moja dieta i jest dobrze :)

      Usuń