Tunezja - Hammamet

Część druga: Rozrywka i zabytki




Hammamet - rozrywka

Wbrew temu, co pisze się w przewodnikach nie zauważyłam, żeby miasto Hammamet było jakoś szczególnie rozrywkowym miejscem. Nasz wieczorny "clubbing" rozpoczynaliśmy od hotelowej dyskoteki, a potem przenosiliśmy się do lokalu, gdzie było nam najbliżej. Nazywała się bodajże Samira i była ulokowana w blaszanej hali. Muzyka znośna, mieszaninach arabskich hitów (jak przypuszczam) oraz tych bardziej znanych naszym uszom. Można się było do niej fajnie bawić, gdyby nie fakt, że oprócz nas i kilku sztuk Tunezyjek nie było żadnych kobiet. Osobiście czułam się źle pod obstrzałem kilkudziesięciu mężczyzn, ale wiem, że nie wszystkim kobietom to przeszkadzało. Oczywiście, nasza rodaczka, którą przygarnęliśmy przy kolacji, do tak sporego towarzystwa, udowodniła dlaczego polki mają opinie puszczalskich.

Niemniej, jednak muszę oddać honor Tunisyjczykom, którzy, gdy chcieli zatańczyć z którąś z nas, podchodzili do jej partnera i prosili go grzecznie o pozwolenie, a po jednym tańcu zwracali właścicielowi...


Hammamet - zabytki

Pod hotelami zawsze stoi dużo taksówek, więc dostanie się do centrum miasta, aby pozwiedzać nie było żadnym problemem. Nasza rezydentka poinformowała nas jaka kwota za przejazd jest już zdzierstwem i dzięki temu nie daliśmy się naciągnąć. Gorzej było w Medynie, zabytkowej dzielnicy, gdzie znajomy kupił przyprawy za 80 dinarów, a moja szwagierka identyczne za 10. 





Medyna to termin oznaczający starą dzielnicę arabskich miast. Zazwyczaj mieszczą się tu bazary, główny meczet i inne ważne budynki. 
Trafiliśmy tam wieczorem, gdy słońce już zaszło, a temperatura była bardziej przychylna pieszym spacerom, dzięki czemu mogliśmy cieszyć się przyjemnością obcowania z tubylcami. 
Z każdej naszej podróży staramy się z mężem przywieźć jedną piękną rzecz, nie jakiś chiński kicz dla turystów. Pomimo ogromu sklepików ciężko było znaleźć coś na prawdę wyjątkowego, coś co zawsze będzie się nam kojarzyło z danym krajem. 


Tym czymś, na pewno, nie były torby Louisa Vuittona, Chanel, Fendi, czy Blueberry,  



ani talerze wykonane z (chyba) gipsu,


 ani nawet śmieszne arabskie ubranka,


 ani klatki dla ptaków, czy szisze,


ani afrykańskie maski.


Chociaż na świecidełko się skusiłam ;)


Kolejnym punktem, który trzeba odwiedzić jest na pewno kazba - twierdza na której mury warto się wspiąć, aby podziwiać cudowną panoramę miasta. 




Tę wyprawę wspominam najlepiej, ponieważ pogoda dopisała, wyszły piękne zdjęcia, a ja chociaż nie umiem, wytargowałam bardzo niską cenę za śliczny obrazek, który teraz zdobi naszą ścianę.
Szliśmy sobie z mężem i zakochałam się w pięknym malowidle, ale mieliśmy tylko 10 dinarów w portfelu, więc musiałam być twardą negocjatorką. Chociaż powiem, wam, że gdy sprzedawca zaczął zrzucać jakieś torebki z półek i krzyczeć, że jego dzieci nie będą miały co jeść, to przeraziłam się nie na żarty...




 Czy muzułmanie mają cmentarze?






Mam nadzieję, że podobała wam się moja relacja. Odwiedzając Hammamet będziecie już miały w pigułce miejsca, które warto zobaczyć. 

W wakacje odwiedziłam sporo ciekawych miejsc i postaram się co miesiąc dodać wpis o jednym z nich :) 




Follow on Bloglovin

5 komentarzy:

  1. Kocham zkupyyy! ale to fakt ze w krajach arabskich coraz więcej chińszczyzny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie tam zakupy przerażają. Nie jestem przyzwyczajona do ich sposobu targowania. A nachalni sprzedawcy to horror. Aż się bałam gdziekolwiek spojrzeć na towar ,żeby mnie nie dopadli. brr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dokładnie tak samo. Pierwszy raz zakupy nie były dla mnie przyjemnością.

      Usuń
  3. Chciałabym tam pojechać.

    OdpowiedzUsuń