Zakupy w Szwecji

Achhh nadszedł ten cudowny czas :)
To był cudowny weekend, w sobotę wybraliśmy się na spacer, a w niedzielę mąż gotował obiad i w między czasie zawiózł mnie do największej galerii handlowej w okolicy, żebym się troszkę odprężyła ;)


Czas był nie ograniczony, więc mogłam przymierzać, przeglądać i wybierać. Moje spostrzeżenie? Galerie Szwedzkie i Norweskie są do siebie bardzo podobne. Nie ma tu takich ogromnych obiektów jak Bonarka, czy Galeria Krakowska (tak, tak, moja znajoma szwedka mówiła, że była zaskoczona rozmiarem GK), centra handlowe są raczej małe i zawierają zalewie kilka sklepów, w tym centrum jest akurat siłownia, bardzo fajne rozwiązanie, prawda?


Swoje kroki skierowałam wpierw do drogerii, a właściwie do drogeryjki. W Szwecji (i w Norwegii) nie ma takich perfumerii jak Sephora, Douglas, czy Rossmann. Są to raczej małe obiekty (po prawej Kicks). Kolorówkę dostępną w Rossmanie (Maybeline, L'Oreal, Max Facxtor) dostaniecie w każdym sklepie z odzieżą... Idziecie do H&M, a tam normalne stoisko kosmetyczne. Dobre, czy nie dobre rozwiązanie?



Wiecie, co lubię w krajach skandynawskich? Zarówno w tych ekskluzywnych drogeriach, jak i na stoiskach w sklepach odzieżowych do każdego, powtarzam KAŻDEGO, produktu jest tester. Chcesz sprawdzić konsystencję kremu? Chcesz sprawdzić czy płyn micelarny zmyje Twój makijaż? Nie ma problemu.

Bardzo zaskoczyła mnie ta forma promocji, a czy wy lubicie zieleń?


No dobra, przejdźmy do konkretów, czyli moich szwedzkich pamiątek ;) Troszkę biżuterii, ciepłych ubrań i perfumerii.


Dlaczego tak jest, że w Polsce do Cubusa czy KappAhla nawet nie zaglądam, a (mówię akurat o Norwegii, gdzie mieszkałam wcześniej) tutaj wychodzę z naręczem ubrań? Możecie mi wytłumaczyć od czego jest to uzależnione? Czy macie podobnie z innymi krajami i sieciówkami w nich się znajdującymi?

 Sweterek i Bluzka - Cubus


 Naszyjnik i Bransoletka - Bik Bok


A teraz hit. Po nieudanym romansie z zachwalanym True Matchem (więcej go mam na szaliku niż na twarzy) szukałam czegoś, co zaprzyjaźni się z moją twarzą, a nie odzieżą. Spróbowałam Double Wear, ale... Jest ciężki, jak na mój gust i kiepsko się w nim czuję. Użyłam go w sumie tylko raz jak leciałam tutaj i sprawdził się doskonale, na lotnisku nawet nie musiałam sprawdzać, czy wszystko jest ok, bo wiedziałam, że tak jest.
Naczytałam się dużo pozytywnych opinii o jego bracie w wersji light i obiecałam sobie, że pójdę po próbeczkę do Sephory, czy Douglasa.
Wchodzę do Kicks, a tam 15 ml Double Wear Light, za 95 SEK (ok. 38 zł), a co najlepsze mój kolor!!! Krew mi odpłynęła z twarzy, szczęka znalazła się na ziemi, a ja pięć razy sprawdzałam, czy nie ma żadnej pomyłki. Teraz mogę testować, a nawet kupować takie nie penowymiarowe opakowania :)
Zwłaszcza, że pełnowymiarowy podkład o pojemności 30 ml kosztuje 165 zł.


To były na prawdę udane zakupy :)

A tu kwiaty od męża na dzień kobiet, które znalazłam na komputerze.
Niestety wazonu na razie nie posiadamy.



Miłego dnia! :*

4 komentarze:

  1. Fajnie, że takie stoiska kosmetyczne są wszędzie :D Na pewno nie zapomniałabym o zakupie tego czy tam tego kosmetyku, ale z drugiej strony, to mogłoby być zgubne dla mojego portfela :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby dobrze, że kosmetyki stoją wszędzie, ale też i więcej kuszą niestety:D
    Fajne zakupy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lepiej, ze kosmetyki sa na miejscu w sklepach odziezowych. Lepsza dostepnosc = mniejsze kwoty wydane w rosmanie na rzeczy typu "to sie jeszcze przyda"

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja kosmetyki właśnie najczęściej kupuję w rosmanie;)włącznie z farbą na włosy. Promocja na zielone dobre tylko nie zawsze można trafić coś dla siebie. Ale jak by nie było to udane zakupy relaksują najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń